Atelier niczym mały wszechświat

W swoim atelier spędza co najmniej połowę tygodnia pracy. Szkicuje, tworzy moodboardy, testuje prototypy, czasem w ciszy, a czasem przy muzyce. Jak żyje projektantka Adéla Tesárek w swoim małym wszechświecie na placu Bachmačskim? „To miejsce, do którego zawsze chętnie wracam” – mówi założycielka marki Ademi w wywiadzie.

Od jak dawna masz fizycznie własne studio?

Oficjalnie od 1 kwietnia 2021 roku. Zaczynałam w małym pomieszczeniu w Kvartýrze, gdzie po raz pierwszy spróbowałam, jak to jest mieć „część własnego królestwa”. W listopadzie 2024 roku posunęłam się dalej, powstał Ademi shop & café, a w nim również moja przestrzeń. Więc to już nie tylko studio, ale taki mały kolorowy wszechświat, gdzie można napić się kawy i jednocześnie zabrać ze sobą torebkę.

Czego nie może w nim zabraknąć?

Posprzątany stół. Bez tego nie umiem zacząć. Jak jest chaos na stole, jest chaos i w głowie. Czasem słucham muzyki, którą dzielę z kawiarnią, więc często lecimy na wspólnych playlistach, ale kiedy muszę się naprawdę skoncentrować, szukam ciszy. Absolutnej. I oczywiście czegoś dobrego, matchy albo kawy, żeby pobudzić kreatywność.

Co wisi na twoich ścianach?

Ogromny moodboard, który patrzy na mnie codziennie i przypomina mi, dokąd zmierzam. Tuż obok mam funky kalendarz, bo pomysły to piękna sprawa, ale terminy to rzeczywistość. Więc połączenie marzeń i organizacji.

Czy brałaś udział w projektowaniu wnętrza swojego studia?

Sporo się w to wtrącałam. Miałam jasne wyobrażenia o tym, jak to powinno wyglądać. Chciałam też jedną naprawdę dużą ścianę tylko na produkty, taką statement wall, gdzie torebki by oddychały. Dużo uwagi poświęciłam kolorowi. Chciałam, żeby to był kolor, żadnej nudy, ale jednocześnie żeby pasował do wszystkich odcieni moich kolekcji. Co w moim przypadku jest wyzwaniem, bo nie boję się kolorów. A niebieski sprawdza się świetnie, podobnie jak niebieskie dżinsy, pasuje prawie do wszystkiego. Pojawiła się tam też ikoniczna Ademi fala na barze pod witryną z deserami.

Jesteś raczej systematyczna, czy odpowiada ci lekki chaos?

Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Kiedy tworzę, wpadam w tryb pracy i jestem zaskakująco systematyczna. Ale poza tym? Ciągle czegoś szukam. W folderach na komputerze, w szufladach, w głowie. Trochę zmagam się z ADHD, co wiele wyjaśnia. Chaos to moje naturalne środowisko, system to moja świadoma decyzja.

Kiedy najczęściej wpadasz na nowe pomysły?

Kiedy najmniej się tego spodziewam. Czasem po prostu „przełącza mi się” w głowie, na chwilę się odłączam i przychodzi rozwiązanie. Nawet w trakcie rozmowy z kimś. Im bardziej staram się coś wymyślić celowo, tym mniej to działa. Najlepsze pomysły przychodzą trochę niezapowiedzianie.

Dokąd wyruszasz po codzienną inspirację?

Nigdzie specjalnie. Wystarczy mi dwudziestominutowa droga do pracowni i z powrotem. Miasto, ludzie, kolory, przypadki. Nie jestem typem, który by sobie mówił, że teraz idzie szukać inspiracji. Zazwyczaj sama mnie znajduje.

Ile czasu zajmuje, zanim torebka z twojej głowy trafi na półkę?

Najpierw robię research, żeby mieć od czego zacząć. Składam moodboard, bawię się kształtami w szkicach. Potem przychodzi prototyp z gąbki – to moja ulubiona faza, kiedy pilnuję proporcji i objętości. Następnie wykonuję rysunek techniczny, który wysyłam do pracowni, i zamawiam skórę.

W pracowni powstają 1-2 prototypy, które testuję. Czasem tylko dopracowuję szczegół, innym razem zmieniam pół rzeczy. I dopiero gdy jestem zadowolona, model trafia do produkcji końcowej. To dłuższa droga, niż się wydaje z zewnątrz, ale właśnie dlatego cenię każdą nową torebkę.

1 z 3

Czy przez te lata, odkąd masz Ademi, zdarzyła Ci się jakaś prawdziwa wpadka?

Tak. Zamówiłam stempel z logo Ademi o wielkości 20 cm zamiast 2 cm. Tak, o jedno zero za dużo. Przechowuję go jako pierwszy artefakt marki i być może kiedyś się przyda, gdy naprawdę mocno wejdę w branding.

A potem raz zamówiłam złą kombinację kolorów Mini Tennis Tote, zamiast bordowo-różowej przyszła jasno-niebiesko-różowa. I od razu 3 sztuki. Więc teraz jest na wyprzedaży (może jeszcze zdążycie). Nazywam to kreatywną niespodzianką.

Czyja twórczość ostatnio Cię zachwyciła?

Bardzo podoba mi się nowa kolaboracja Love stories x ROTATE. Jest figlarna, kobieca i pewna siebie. Zachwyciła mnie również nowa kolekcja Petry Kovács, zwłaszcza różowy płaszcz z pomarańczowymi przeszyciami. I od dawna podziwiam pracę Andrey Kroupovej. Kiedyś chciałabym, żeby zaprojektowała mi mieszkanie.

Kiedy ostatnio kupiłaś coś, bo chciałaś, a nie musiałaś?

W Barcelonie. Całkowicie pochłonęła mnie ich kolorowa atmosfera i hiszpańska lekkość bytu. Przywiozłam top od lokalnej projektantki, której imienia niestety nie pamiętam, i kupiłam też jasnożółte baleriny marki Alohas.

Co nowego planujesz w 2026 roku?

Mnóstwo kolaboracji i miłych wydarzeń, ale jeszcze chwilę potrzymam Was w napięciu.

1 z 3

Co nowego szykujesz w roku 2026?

Sporo kolaboracji i fajnych eventów, ale jeszcze przez chwilę potrzymam Was w niepewności.